Ekoryby

Czy istnieją hodowle ryb ekologicznych? Czy ekoryby są zdrowsze od tych normalnych? Bardzo głośno ostatnimi czasy o tzw. żywności ekologicznej (żywności „bio”, „organicznej” itp.). Kwestia ta dotyczy również ryb, zwłaszcza hodowlanych, które np. w Europie stanowią już około jednej piątej wszystkich ryb trafiających do konsumentów, a ich udział w ogólnym spożyciu będzie się jeszcze powiększał. Które zatem ryby można uznać za prawdziwie „ekologiczne”, a które kryterium tego nie spełniają?

Jak rozpoznać rybę ekologiczną?

Jeżeli chodzi o ryby żyjące w stanie dzikim (dostarczanych przez rybołówstwo), to odpowiedź jest stosunkowo prosta. „Ekologiczne” są te z nich, które bytowały w wodach niezanieczyszczonych, w związku z czym ich mięso wolne jest od szkodliwych czynników pochodzenia chemicznego i biologicznego (np. metali ciężkich, dioksan, bakterii chorobotwórczych), a także fizycznego (np. ryby napromieniowane w wyniku awarii elektrowni atomowej w Fukushimie). Ponadto ważny jest sposób ich odłowu, który powinien być „humanitarny” i nie degradować środowiska. Przykładami negatywnymi będą tutaj przyłów delfinów w sieciach stawianych na tuńczyki, lekceważenie przez rybaków wymiarów i okresów ochronnych ryb, nade wszystko zaś – pozyskiwanie przez nich ryb należących do gatunków zagrożonych wyginięciem (aktualny wykaz takich gatunków publikują organizacje ekologiczne – WWF i Greenpeace). Warto dodać, że ze względów zdrowotnych najmniej bezpieczne jest spożywanie dzikich ryb dużych rozmiarów, długowiecznych lub żyjących przy dnie w akwenach znacznie zanieczyszczonych, które to organizmy w sposób naturalny kumulują w sobie najwięcej substancji toksycznych.

A co z rybami hodowlanymi?

Najważniejsze, by pochodziły z tzw. dobrego źródła, najlepiej z ekologicznej akwakultury (bioakwakultury). Powinien być to zbiornik lub kompleks zbiorników z czystą wodą i czystym podłożem, zlokalizowany na obszarze nieskażonym przez przemysł i rolnictwo oraz eksploatowany w sposób niezagrażający środowisku (systematyczna kontrola czystości odprowadzanej wody, biologiczne jej oczyszczanie, wykorzystywanie do nawożenia itp.). Ryby w nim żyjące powinny albo odżywiać się w sposób naturalny, albo być karmione paszami na bazie substancji naturalnych (jeśli jednak będzie to mączka rybna, to tylko produkowana w sposób niezubażający zasobów mórz i oceanów) bądź produktami stricte naturalnymi (jak zboża czy łubin). Ekologiczna hodowla ryb wyklucza poza tym jakąkolwiek styczność z GMO (organizmami genetycznie modyfikowanymi), stosowanie hormonów, intensywne używanie antybiotyków, środków przeciwgrzybicznych itp. Zakłada ponadto troskę o tzw. dobrostan ryb, czyli przede wszystkim o to, żeby ich zagęszczenie na m3 wody nie było zbyt duże.

Etap przetwórstwa

Ważny jest też etap przetwórstwa – by nie dochodziło na nim do „szprycowania” rybiego mięsa polifosforanami (wiążą wodę) i nadmiarem substancji konserwujących.

Za przykład nieekologicznej hodowli ryb uznawane są intensywne akwakultury azjatyckie, dostarczające – w tym w znacznych ilościach do Polski – pangi (Wietnam) i tilapie (Chiny); niemało kontrowersji narosło także wokół norweskich i szkockich farm łososia.

Ryba z certyfikatem

Na rodzimy rynek trafiają również certyfikowane ekologicznie ryby (na terytorium UE atestację taką umożliwiają przepisy wprowadzono w 2010 r.), np.: karpie, tołpygi, amury, jesiotry czy pstrągi tęczowe, ale głównie z eksportu, ponieważ miejscowych producentów do uzyskiwania odpowiednich poświadczeń zniechęcają często skomplikowane procedury biurokratyczne. Prawda jest jednak taka, że większość ryb hodowanych w naszym kraju w zdecydowanie zasługuje na miano „ekoryb”.

Skoro w Polsce hodujemy zdrowe czy certyfikowane ryby, to po co sięgać za marnej jakości ryby z importu? Trzeba korzystać z rodzimych dóbr!

Facebook